|
W
ostatnich latach biblioteki nasze przeżywają wielkie przeobrażenia.
Dotyczą one w zasadzie wszystkich sfer ich działalności. Każda z
nich natomiast jest w większym czy mniejszym stopniu związana z pracą
konkretnych osób wykonujących wchodzące w ich zakres działania. Uważa
się, że przemiany te wynikają przede wszystkim z komputeryzacji
naszych bibliotek, zmian technologicznych które ona ze sobą przyniosła.
Wiele w tym prawdy, ale nie wynikają one wyłącznie z tego procesu. Duża
część z nich jest rezultatem zmian dokonujących się w bibliotekach
lub w ich bliższym czy dalszym otoczeniu, a wpływających również w
określony sposób na ich organizację i funkcjonowanie.
Zaliczyć można do nich m.in:
- zmieniające się prawo biblioteczne i okołobiblioteczne,
- zmiany w systemie finansowania nauki i kultury,
- zmiany w systemie oświaty i szkolnictwa wyższego oraz wynikające z
nich potrzeby w zakresie dydaktyki bibliotecznej,
- zmienione (rozbudzone) potrzeby naszych użytkowników,
- zwielokrotnioną i zróżnicowaną ofertę zewnętrznych dostawców usług
czy bardzo również zmieniony rynek wydawniczo-księgarski,
- pojawienie się nowych typów dokumentów,
- budowane przez nas nowe możliwości współpracy międzybibliotecznej,
- zmieniającą się sytuacje polityczną (ostatnio wejście do Unii
Europejskiej), nie pozostającą bez wpływu na nasze bibliotekarstwo.
Dla zarządzających bibliotekami oznacza to poszukiwanie rozwiązań
organizacyjnych pozwalających podołać tym zadaniom i funkcjom,
tworzenie nowych stanowisk (miejsc) pracy, podejmowanie odmiennych od
dotychczasowych zakresów działań. Wszystko to przekłada się na
zatrudnianie w naszych instytucjach osób o nowych umiejętnościach i
kwalifikacjach oraz o zmienionych predyspozycjach osobowościowych.
Pojawiają się w działalności bibliotecznej lub przenikają doń dotąd
nie łączone z nią zawody, na co zwracano już uwagę w literaturze.
Sprzyja temu – sądzę nie tylko w największych ośrodkach
– duża podaż na rynku dobrze wykształconych osób poszukujących
pracy i podejmujących ją w bibliotekach nie tylko dlatego, że nigdzie
indziej jej znaleźć nie mogą lecz również dlatego, że praca w
bibliotece może oznaczać interesujące miejsce pracy, dające możliwość
zrealizowania się nie tylko przy tradycyjnym katalogowaniu czy wypożyczaniu
zza lady. Jedno jest pewne. Uczy nas tego nasze własne ale i dłuższe
doświadczenie naszych zachodnich czy amerykańskich kolegów:
tradycyjne domeny bibliotekarza znikają czy ulegają redukcji, a
pojawiają się w ich miejsce nowe.
Wielu z zarządzających bibliotekami starając się wyjść na przeciw
tym potrzebom, proponuje czy wprowadza wiele zmian, choć równocześnie
napotka na sporo przeszkód. Przeszkody nie stanowi dziś praktycznie
dokonanie zmiany w strukturze i utworzenie działów czy stanowisk
realizujących określone zadania. Wielu z nas nazywa nawet te
stanowiska pracy w zupełnie nowy, „nietradycyjny” sposób,
choć nadal pracujące na nich osoby zatrudniane są jako młodsi
bibliotekarze, bibliotekarze, kustosze itd. W niejednym przypadku
stanowi to jednak przeszkodę w zatrudnieniu „idealnego” z
naszymi oczekiwaniami pracownika czy należytego jego wynagrodzenia.
Barierę stanowią obowiązujące w tym zakresie przepisy, o czym
przedstawiciele środowiska mówią już blisko 10 lat. Dyskutowała o
tym gorąco w początku lat 90-tych Sekcja Bibliotek Naukowcy SBP, w
imieniu której opinię wyrażał m.in. jej przewodniczący Jan Janiak,
stwierdzając, iż negatywnie na efektywną politykę personalną wpływa
„nadmierna szczegółowość i „sztywność” przepisów
płacowo-kwalifikacyjnych”. Podobnie kilka lat później Wanda
Dziadkiewicz analizując struktury organizacyjne bibliotek akademickich
stwierdzała, że nowe zadania powodują tworzenie komórek
organizacyjnych dodawanych do starych struktur, w których pracują
osoby wykonujące określone funkcje nie nazwane i nie podkreślone w
hierarchii stanowisk, za to zgodnie z obowiązującymi ich tabelami.
Wracamy więc do stawionego już kiedyś pytania: czy wszyscy
zatrudnieni w bibliotekach to faktycznie bibliotekarze, czy nie następuje
ogromne różnicowanie się ich zadań i funkcji jak i koniecznego do
ich wypełniania przygotowania zawodowego. Czy to z kolei nie winno
powodować zmiany stanu rzeczy tak aby przeobrażenia, które już się
dokonały znalazły również odbicie w strukturach, tabelach stanowisk
i taryfikatorach? Pisał o tym przed lat m.in. J. Sójka zauważając, iż
osoba zatrudniona na którymś ze stanowisk bibliotekarskich
automatycznie powiększa zawodową grupę bibliotekarzy, jako przykład
podając osobę z wykształceniem zawodowym lub podstawowym zatrudnioną
na stanowisku pomocnika bibliotekarza. Czy zgadzamy się z podejściem
reprezentowanym np. ostatnio przez twórców projektu Prawa o
szkolnictwie wyższym, którzy jednym machnięciem pióra zaproponowali
36-godzinny tydzień pracy dla wszystkich zatrudnionych w bibliotekach,
zapewniając im dotychczasowe uprawnienia tylko pewnej grupy
bibliotekarzy?. Nie dziwmy się, że Stefan Kubów ironicznie pisze, iż
„Bibliotekarze i politycy...to jedne z ostatnich już zawodów, które
w Polsce można wykonywać, nie posiadając niezbędnych wyuczonych
kwalifikacji zawodowych”. Dotykamy tu problemu, o którym nie tak
dawno m.in. pisali szczegółowo i dobitnie Henryk Hollender, Jan Sójka
czy Jacek Wojciechowski. Nie sądzę, że jest konieczne czy możliwe
cokolwiek nowego do przedstawionych przez nich wniosków dodawać.
Pozwolę jednak sobie wyrazić pogląd odmienny od naszkicowanego przez
ostatniego z wymienionych autora, nie zgadzając się z tym, że
bibliotekarzami są ludzie różnych zawodów oraz specjalności, pracujący
w bibliotekach, a wyznacznikiem zawodu jest praca w bibliotece.
Powróćmy
więc do głównego hasła wywoławczego wystąpienia i spróbujmy
powiedzieć o jakich nowych funkcjach (już istniejących lub wkrótce
mogących się pojawić) mówimy oraz jakie umiejętności, kwalifikacje
i zadania są z nimi związane; na koniec jak te nowe stanowiska pracy
mamy określać? Kilka lat temu Maria Śliwińska zastanawiając się
nad tym zagadnieniem pytała czy czeka nas era: katalogerów, meliorantów,
nawigatorów, internistów, kabalistów. W innym kierunku szedł
H.Hollender proponując nieformalną strukturę zawodu bibliotekarza z
grupami pracowników określanymi jako: twórcy, łowcy, zdobywcy i
dostarczyciele. Mogliśmy przyjmować te propozycje jako nie do końca
formalne, ale zgodzić się trzeba z tym, że wskazywały one problem,
który nadal jest aktualny.
Jedną z propozycji, która pojawiła się i w ograniczonym zakresie
weszła do praktyki naszych bibliotek stanowi grupa bibliotekarzy
(specjalistów) dziedzinowych. Znalazła ona formalne lub nieformalne
odbicie w praktyce kilku bibliotek akademickich (Toruń, Poznań,
Warszawa, Wrocław), uzyskując miano albo bibliotekarzy dziedzinowych
albo pracowników informacji dziedzinowej. Mają oni w każdej z tych
bibliotek inne zadania do spełnienia. Jednakże wydaje się, że w
zmieniającej się rzeczywistości, postępującej specjalizacji
bibliotek - ich zbiorów i obsługiwanej grupy użytkowników, zalewu
informacji itd., konieczne jest zatrudnianie osób o zróżnicowanym
przygotowaniu zawodowym i powierzanie im obsługi specjalistycznych
zakresów dziedzinowych. W podsumowaniu konferencji toruńskiej, na której
wypowiadali się bibliotekarze z Polski i zagranicy, stwierdzono iż
charakterystyczne dla tej grupy pracowników jest to, że:
- coraz więcej czasu poświęcają działalności informacyjnej, kształceniu
użytkowników,
- mają coraz więcej zadań związanych z organizacją pracy i zarządzaniem,
- mniej czasu muszą poświęcać pracy związanej z opracowaniem
rzeczowym zbiorów,
- więcej czasu muszą poświęcać współpracy z pracownikami nauki
oraz samokształceniu, w celu sprostania wymogom
„partnerstwa”,
- muszą charakteryzować się określonymi cechami osobowościowymi
pozwalającymi funkcje dziedzinowca realizować, bo samo wykształcenie
fachowe nie wystarcza aby być „dobrym” na tym stanowisku.
Dodać do tego można również prognozowane zmniejszenie się jego obciążeń
w zakresie tradycyjnego gromadzenia zbiorów, przy równoczesnym zwiększeniu
udziału w zakresie organizacji dostępu do źródeł informacji. Czy
zmiany w bibliotekach spowodują zniknięcie tej grupy? Powtórzyć można
za Ian’em Mowat’em, który obserwując zmiany w bibliotekach
brytyjskich prognozował sytuację odwrotną, stwierdzając iż zmiany
te czynią „funkcję specjalistów dziedzinowych nawet bardziej
przydatną niż poprzednio”. Ta grupa, charakterystyczna głównie
dla bibliotek akademickich, składa się z pracowników o
specjalistycznym wykształceniu, zgodnym z profilem biblioteki i obsługiwanej
uczelni. Ale jak pisze A.Tyws, także w bibliotekach publicznych - które
do tej pory takiej grupy pracowników nie wydzieliły - w związku z
poszerzaniem się realizowanych przez nie zadań i funkcji, w coraz większym
zakresie zatrudnia się absolwentów studiów filologicznych,
kulturoznawczych, muzykologicznych, dziennikarskich, pedagogicznych,
socjologicznych, którzy mogą realizować zadania bibliotekarzy
dziedzinowych.
Drugą grupę, wyraźnie już w naszych bibliotekach wydzieloną stanowią
bibliotekarze systemowi. Są to - powtarzając za E.Krysiak - osoby
odpowiadające za całość spraw związanych z zarządzaniem
bibliotecznym systemem komputerowym. Powinny one potrafić określić
potrzeby biblioteki w zakresie wykorzystania systemu, wdrażające go w
bibliotece, analizujące jego funkcjonowanie i projektujące dalszy rozwój.
W praktyce naszych bibliotek zaistniały dwie sytuacje. Pierwsza, w której
funkcję bibliotekarza systemowego pełni jedna osoba oraz druga, w której
w bibliotece powołano kilku bibliotekarzy systemowych, np. dla
oddzielnych modułów. Uważam, ze bibliotekarz systemowy powinien być
jeden, posiłkując się w swej pracy zespołem współpracowników np.
zajmujących się oddzielnymi modułami. Pełniący tę funkcję jest
jak najbardziej „bibliotekarzem”, gdyż winien wywodzić się
z grona osób dobrze znających podstawowe zadania i procedury
biblioteczne. Znajomość techniki komputerowej jest tu stawiana na
drugim miejscu. Pomocą w rozwiązywaniu problemów technicznych służą
mu informatycy czy technicy komputerowi. Winien on natomiast
charakteryzować się pewnymi predyspozycjami i zdolnościami (zdolności
menedżerskie, komunikatywność, otwartość na przyswajanie nowości,
umiejętności negocjacyjne, zdolności interpersonalne i pedagogiczne i
in.), sprzyjającymi realizacji nałożonych na niego zadań.
W ten sposób dochodzimy do kolejnego, także dziś wyraźnie
wydzielonego stanowiska w naszych bibliotekach, jakim jest stanowisko
(funkcja) informatyka. Wydaje się jednak, że informatykiem jest się w
banku albo w bibliotece, tak jak magazynierem czy pracownikiem do prac
ciężkich jest się w bibliotece albo w hipermarkecie. Nie musi więc
być informatyk bibliotekarzem aby prawidłowo pełnić swoje zadania w
bibliotece. Co nie wyklucza tego, że powinien działalność
bibliotekarską poznawać. Problem natomiast stanowi to jak go „wtłoczyć”
w nasze stanowiska i siatki płac. Przekształcamy więc etaty
bibliotekarskie na etaty inżynieryjno-techniczne czy naukowo-techniczne
i posiłkujemy się siatkami płac przewidzianymi dla informatyków
zatrudnianych np. w ośrodkach informacji. Nie rzadko osoba ta musi być
„nadzwyczajnie” gratyfikowana (stałe dodatki rektora,
znacznie wyższa premia), ale to - jak się wydaje - środowisko już
zaakceptowało. Informatykowi w pracy pomagają oczywiście technicy,
dla których problem zatrudnienia i wynagradzania rozwiązujemy w całości
lub w części podobnie jak w przypadku informatyków. Ale oczywiście
stanowiska jakie im przypisujemy, określające wykonywane przez nich
funkcje, nazywamy różnie. Mamy więc: głównych informatyków,
informatyków, elektroników, operatorów systemów komputerowych,
operatorów komputerów, programistów, asystentów programistów,
starszych techników, starszych projektantów (zajmujących się wdrażaniem
systemów informatycznych, sprzętu, programów), koordynatorów ds.:
sprzętu komputerowego i oprogramowania, automatyzacji prac
bibliotecznych i obsługi komputerowego programu bibliotecznego, możemy
mieć jeszcze konsultantów ds. technicznych. Najnowsza propozycja
(projekt Prawa o szkolnictwie wyższym) przewiduje istnienie
„informatyka dyplomowanego”, którego sądzę będziemy
mogli zatrudniać również w bibliotekach. Grupę tę stanowią oczywiście
osoby o specjalistycznym przygotowaniu informatycznym, technicznym.
Niektóre z tych osób pracują w randze wicedyrektorów ds.
komputeryzacji czy głównych specjalistów. Aż boję się marzyć, że
prowadzić to może do ziszczenia się prognozy I.Mowata brzmiącej:
„W społeczeństwach akademickich bibliotekarze wyższej rangi dość
często piastują wysokie stanowiska w uczelni i mogą nawet uzyskać
stanowiska prorektorów”.
Coraz częściej spotykamy się w naszej rzeczywistości z różnego
rodzaju administratorami. Przy czym nie chodzi o pracownika
administracji bibliotecznej (który na szczęście nie jest uznawany za
bibliotekarza) ale administratora: sieci, baz elektronicznych, bazy
rekordów bibliograficznych, kartoteki haseł formalnych. Administrator
sieci to stanowisko związane z poprzednio wymienioną grupą stanowisk
informatycznych. Podobnie administrator baz elektronicznych (obsługujący
np. CD-Serwer), to ktoś – przede wszystkim - niezwykle sprawny w
technicznej ich obsłudze. Natomiast dwa pozostałe są stanowiskami
bibliotekarskimi, dość wąsko wyspecjalizowanymi, gdyż zatrudnione na
nich osoby winny być wysokiej klasy specjalistami z zakresu
opracowania.
Podobnie
wysokiej klasy specjalistami w fachu bibliotekarskim winni być
katalogerzy, a więc osoby zajmujące się opracowaniem formalnym.
„Kabalarze” jakpisała M.Śliwińska czy inaczej mówiąc
klasyfikatorzy zajmujący się klasyfikacją treściową to jednak
przede wszystkim specjaliści z określonych dziedzin wiedzy, przyuczeni
do wykonywania zawodu bibliotekarza i będący bibliotekarzami. Tu
sytuacja nie zmieniła się w zasadzie od lat. Ale mamy do czynienia z
innym zjawiskiem i nowym – może jeszcze nie nazwanym –
stanowiskiem. Mam na uwadze osoby zajmujące się szukaniem i
przejmowaniem opisów sporządzonych w innych bibliotekach. Biblioteka
Uniwersytecka w Bambergu, mającej wpływ porównywalny z Biblioteką
Uniwersytecką w Poznaniu, w zespole odpowiadającym naszemu
11-osobowemu działowi opracowania rzeczowego, zatrudnia dwie osoby, nie
posiadające ani specjalistycznego ani bibliotekarskiego przygotowania
wyższego. Są sprawnymi „poławiaczami” opisów. My także
przed taką perspektywą przesuwania pracowników działów opracowania
do realizacji innych zadań staniemy. Ale równocześnie otworzy to
przed nami konieczność tworzenia nowych stanowisk dla osób zajmujących
się normami, standardami, uzgodnieniami itp. W BUW-ie proponuje się
stanowisko „redaktora leksyki języka KABA”. Będą to
stanowiska niezwykle ważne dla wszystkich bibliotek w kraju,
niekoniecznie obsadzane przez „rasowych” bibliotekarzy. Być
może będą to naukoznawcy, metodolodzy, specjaliści od ekokomunikacji,
choć stanowisko będzie należało to tych bardziej niż mniej
bibliotekarskich. Tych stanowisk z kolei nie powinno być w skali kraju
zbyt wiele (np. tylko w Centrum NUKAT) i w związku z tym winny być może
być inaczej uwzględnione w siatce stanowisk (a szczególnie w siatce płac).
W Politechnice Krakowskiej odnajdujemy wydzielone w strukturze
stanowisko ds. KHW, (gdzie indziej, np. w Poznaniu nie jest ono dotąd
oficjalnie wydzielone z zespołu katalogerów) a więc stanowisko osoby,
która współpracuje z centralą w Warszawie i współtworzy pewne
rozwiązania mogące mieć zastosowanie we wszystkich bibliotekach
kraju.
Przed kilku laty kiedy prognozowano, że zajmować nas będzie głównie
nawigacja w świeci informacji, proponowano stanowisko nawigatora,
maklera informacji, rzadziej menedżera wiedzy. Dziś mówi się raczej
o brokerze informacji. Według jednej z zaproponowanych definicji, to
specjalista pośredniczący w udzielaniu wszelkiego rodzaju informacji.
Przy czym od zwykłego nawigatora czy tradycyjnego pracownika informacji
różni go to, że jest osobą nie tylko wyszukującą i dostarczającą
informacje, ale potrafiącą je zweryfikować, uporządkować, ocenić,
skategoryzować. Jest to osoba, która na zadane przez użytkownika
pytanie nie odpowie listą informacji wyrzuconych przez wyszukiwarkę,
ale poda informację kompetentnie opracowaną, przygotowaną, wykonując
pewien zakres pracy za osobę proszącą o dostarczenie informacji.
Broker informacji gwarantuje, że udzielona informacja nie tylko
odpowiada na zadanie pytanie, ale jest informacją o najwyższej jakości.
Dlatego znowu pojawi się pytanie: kim ma być broker? „Zwykłym”
bibliotekarzem czy pracownikiem informacji? Nie, musi być wysokiej
klasy specjalistą i należy sądzić, że nie będziemy mieli do
czynienia z brokerami „od wszystkiego” a najwyżej z zespołami
brokerów mogącymi udzielać informacji z relatywnie szerokiego zakresu
przedmiotowego. Zakłada się, że broker będzie musiał także
korzystać z usług konsultantów, specjalistów. Uważa się przy tym,
iż będzie pracował niejako na własny rachunek, będzie firmował
informacje własnym nazwiskiem i ewentualna porażka jego klienta będzie
stanowiła i jego porażkę, a tym samym utratę zaufania klientów,
eliminację z rynku. (Może na gruncie bibliotek w kierunku realizacji
takich zadań ewoluować będą funkcje bibliotekarza dziedzinowego?).
Dotykamy więc przy okazji trochę innego zagadnienia –
wychodzenia pewnych określonych funkcji i zadań poza bibliotekę.
Chyba, że prawo i przyzwyczajenia zmienią się na tyle, że broker
pracujący w bibliotece, korzystający np. z kupowanych przez nią dostępów
do baz danych, będzie za swe usługi pobierał opłaty stanowiące
– w części - dochód zatrudniającej go biblioteki.
Ale zanim rozwiążemy problem brokerów, tworzymy inne stanowiska w
ramach istniejących możliwości. Mamy więc stanowiska ds.: informacji
elektronicznej, informacji komputerowej, informacyjnej obsługi użytkowników
i szkoleń, dokumentów elektronicznych, czasopism elektronicznych,
wydawnictw elektronicznych, informacji internetowej czy najbardziej wśród
nich tradycyjnie brzmiące stanowisko ds. wyszukiwania informacji. W
literaturze zachodniej spotykamy propozycje stanowiska
cyberbibliotekarza a także konsultanta a więc osoby, której zadaniem
jest podstawowa praca z użytkownikiem, rozpoznawanie jego potrzeb i
kierowanie go do specjalistów mogących pomóc mu rozwiązać jego złożone
problemy merytoryczne. Ponownie powstanie pytanie jakie kwalifikacje
powinny mieć czy mają osoby funkcje te sprawujące, czy są faktycznie
bibliotekarzami, czy tylko są zatrudnione na stanowiskach bibliotekarzy
czy kustoszy. Gdy tworzyliśmy stanowisko ds. czasopism elektronicznych
szukaliśmy odpowiedniego kandydata. Najlepszy – wg nas –
okazał się absolwent Instytutu Językoznawstwa, znający doskonale
komputer i cztery języki. Kapitalnie radzi sobie na tym tworzonym przez
siebie stanowisku pracy, chwalą go pracownicy nauki ale czy on będzie
w pełni bibliotekarzem? czy kiedyś pozna dokładnie pracę
bibliotekarską?
W Toruniu stworzono stanowisko ds. informacji europejskiej. Myślę, że
takie czy podobne stanowiska już powstały czy mogą powstać w wielu
innych bibliotekach. Kto powinien je obsadzić? Być może absolwent
studiów z zakresu europeistyki, może prawnik ze znajomością prawa
europejskiego (myślę, ze nie tylko UAM prowadzi tego typu studia
podyplomowe). Czy te osoby będą bibliotekarzami? Będą pracownikami
bibliotek zajmującymi się informacją o gospodarce, prawie,
administracji itp. zagadnieniach dotyczących podstaw Unii Europejskiej
czy państw w niej nie zrzeszonych. A więc w tym czy i w innych
przypadkach nie powinni być bibliotekarzami, a „specjalistami w
zakresie...” pracującymi w bibliotece.
Kto z nas nie zna pojęć: SUBITO, ARIEL, JAZON? Związany jest z nimi
nowy typ zadań, funkcji, nowy sposób obsługi zapotrzebowań naszych
czytelników. Te stanowiska jeszcze nie są nazwane, ale przecież nie będą
to typowe stanowiska ds. wypożyczeń międzybibliotecznych.
Jeśli chcemy rozwijać te usługi to musimy wiele z naszych materiałów
skanować, aby móc je w formie elektronicznej przekazywać. Skanowanie
będzie również wypływało z faktu konieczności czy chęci ochrony
naszych zbiorów zabytkowych czy zastępowania wieloegzemplarzowych
wydawnictw dydaktycznych ich odpowiednikami elektronicznymi. A więc będziemy
musieli zatrudnić pracowników nie tylko skanujących materiały, ale
poddających je właściwej obróbce, dbających o ich dystrybucję
(powszechną czyli darmową lub odpłatną). W przypadku pierwszych zadań
wystarczy nam osoba przyuczona do wykonywania skanów, w drugim raczej
musimy pomyśleć o np. filologu, językoznawcy (który w największym
stopniu będzie bibliotekarzem czy pracownikiem informacji naukowej), w
trzecim o administratorze zasobu, którym winien być ktoś z
przygotowaniem technicznym czy finansowym. Mamy więc już dziś oprócz
tradycyjnych stanowisk w pracowniach mikrofilmowych (w największym
stopniu przejmujących zadania związane ze skanowaniem) stanowiska:
pracownika linii mikrofilmowania i skanowania, pracownika Pracowni
Biblioteki Elektronicznej, stanowiska ds. digitalizacji zbiorów czy
operatora kopiarek. Tu - choć nie wyłącznie - możemy również umieścić
indeksatora (analizatora), który będzie fachowo indeksował informacje
przygotowywane do przetwarzania, umożliwiając szybkie przeszukanie
zasobu informacji elektronicznej. Czy właściwe jest, że w Bibliotece
Uniwersyteckiej w Poznaniu pracownik Pracowni Mikrofilmowej, obsługujący
głównie kserograf a dodatkowo mikroprinter i skaner pracuje na
stanowisku kustosza?. Na tym stanowisku czy innych o podobnych zakresach
zadań, pracować może pracownik techniczny nie mający pojęcia o
bibliotekarstwie. Ale mamy też np. w Bibliotece Śląskiej Dział
Archiwizacji zajmujący się zabezpieczaniem zbiorów na innych niż
papierowe nośnikach. Sądzę, że problem archiwizowania zasobów
elektronicznych, jak najbardziej informatyczny, też będzie wymagał w
przyszłości odrębnego potraktowania.
Tradycyjnym zadaniem biblioteki jest prowadzenie zajęć dydaktycznych.
Mamy nawet wydzieloną grupę bibliotekarzy dydaktycznych. Sądzę, że
w niejednej bibliotece wielu z tych pracowników zajęć nie prowadzi bo
albo sami nie chcą albo ich szefowie uznają, że nie powinni tego robić.
Żeby dobrze dziś szkolić trzeba nie tylko znać historię biblioteki
i charakterystykę jej zbiorów, kilka podstawowych źródeł informacji
czy poznać własną bazę katalogową. Trzeba mieć dobre rozeznanie w
rozmaitych elektronicznych źródłach informacji i to nie tylko tych ogólnych
ale specjalistycznych, kierunkowych. Trzeba posiąść umiejętność
szybkiego docierania do nich, odnajdywania w nich szukanej informacji,
dokonywania - chociażby wstępnej - selekcji. Osoby prowadzące zajęcia
coraz częściej spotykają się użytkownikami bibliotek doskonale
obeznanymi z komputerami, internetem i możliwościami jakie on stwarza.
Dlatego prowadzenie zajęć wymaga specjalnego przygotowania się,
wymaga specjalizacji dziedzinowej. Tak postępujemy w Poznaniu przypisując
prowadzenie zajęć z określonymi kierunkami dobranym specjalnie do ich
obsługi pracownikom. Dalej idzie UMK proponując powołanie stanowiska
szkoleniowca. Przywoływany już I.Mowat przedstawiał wizję
bibliotekarza „pośrednika w nauczaniu” (learning
intermediary). Będzie potęgowało konieczność takich działań nasze
wejście na szerszą skalę w e-learning. Ale przecież nie tylko
szkoleniem użytkowników winniśmy się zajmować. Coraz więcej czasu
poświęcać będziemy musieli ciągłemu szkoleniu i treningowi własnych
pracowników i będziemy musieli wykształcić wśród swych pracowników
zajmujących się dydaktyką specjalistów ds. coaachingu i mentoringu.
Przechodząc na inny grunt, zatrzymajmy się na pojęciem stosunkowo
starym jakim jest biblioterapia. Na ten temat w literaturze znajdziemy
wiele wypowiedzi. Autorka jednej z ostatnich Małgorzata Czerwińska
zastanawiając się czy biblioterapia jest wyłącznie zasobem wiedzy
czy umiejętności praktycznych, czy należy ją traktować wyłącznie
jako metodę rewitalizacji czy też może uznać ją za dyscyplinę
naukową, dochodzi do wniosku, że winna być ona samodzielną
dyscyplina naukową jako dziedzina interdyscyplinarna, w warstwie
praktycznej polegająca na postępowaniu biblioterapeutycznym wobec
chorych z różnym typem niepełnosprawności. Wymienia tu m.in.: nie
tylko osoby niepełnosprawne fizycznie ale osoby z trudnościami w
uczeniu się, osoby z zaburzeniami emocjonalnymi, osoby niedostosowane
społecznie a nawet osoby pełnosprawne znajdujące się w tzw.
psychologicznie trudnej sytuacji. Dodać można czytelników
autystycznych, z zaburzeniami dysleksji i dysgrafii. Widzimy więc
ogromne pole do popisu w bibliotekach każdego typu, szczególnie w
sytuacji gdy osoby – w różny sposóbniepełnosprawne –
powinniśmy traktować pełnoprawnie, likwidując istniejące obecnie różne
bariery. To praca nie tylko z osobami poruszającymi się na wózkach
inwalidzkich, ale słabo widzącymi czy ociemniałymi, głuchoniemymi
czy słabo słyszącymi, osobami o słabej konstrukcji psychicznej. Postępowanie
z każdą z nich wymaga bez wątpienia specjalistycznego przygotowania
psychologiczno-pedagogicznego w związku z czym stanowisko
biblioterapeuty winno być w bibliotekach różnego typu wyodrębnione.
Ogromnie rozwija się sfera działań związanych z promocją i
marketingiem. Mamy więc już w naszych bibliotekach działy: Szkoleń i
Promocji, Promocji i Ruchu Turystycznego, Ośrodki promocji, stanowiska:
d/s promocji biblioteki, zastępców dyrektora ds. informacji i
promocji, specjalistów d/s marketingu. To ogromne zadanie związane nie
tylko z kształtowaniem wizerunku biblioteki w szeroko pojmowanym
otoczeniu, ale także przekonywaniem otoczenia do podejmowanych przez
bibliotekę działań w celu zdobycia ich zrozumienia, poparcia i
dodatkowych finansów. Mamy już z tego zakresu w naszych bibliotekach
stanowiska d/s stron www, a w przyszłości będziemy chyba mieli i
pracowników zajmujących się lobbingiem, a także fundraiser’ów
zdobywających środki zewnętrzne. O lobbystach nie słyszałem
jeszcze, natomiast można powiedzieć, że Poznańska Fundacja Bibliotek
Naukowych zatrudniła specjalistę od zdobywania finansów. Być może
jeszcze dziś takich stanowisk nie tworzymy (choć w przyszłości
zapewne tak), ale bez wątpienia umiejętności takie winny
charakteryzować dobrego menadżera, będąc przypisane nie tylko
dyrektorowi ale również np. osobom z działu promocji.
Nowym stanowiskiem, które już w sposób zorganizowany pojawiło się
(np. w Bibliotece UŚ w Katowicach) jest stanowisko d/s bibliometrii, którego
obsada zajmuje się tworzeniem bazy cytowań i sporządzaniem okresowych
zestawień bibliometrycznych dla władz własnej uczelni ale i KBN. Różnego
typu badania bibliometryczne prowadzi się już od kilku lat szczególnie
w bibliotekach szkół medycznych. Być może rozwój ich będzie tak
szybki i oczekiwania naszych władz tak duże, że do ich powadzenia nie
wystarczy czasowe zaangażowanie pracowników informacji naukowej, lecz
będą je prowadziły osoby na wydzielonych stanowiskach. Myślę, że
bibliotekarz czy pracownik informacji z obsługą zadań na tym
stanowisku da sobie radę po stosunkowo krótkim przeszkoleniu. Co
innego to podejmowanie prób prowadzenia w oparciu o sporządzane
statystki szerzej zakrojonych badań i analiz.
Coraz
śmielej nasze biblioteki wchodzą w prowadzenie prac naukowych,
badawczo-rozwojowych. Jest to konieczne dla właściwego rozwoju
instytucji, dla nawiązania i podtrzymania współpracy międzynarodowej,
stawania się partnerami dla innych jednostek uczelni, budowania marki
biblioteki przez dokumentowanie jej zbiorów czy osiągnięć, umożliwiania
i ukazywania dokonującego się rozwoju własnej kadry a także
zdobywania środków finansowych (co jest po części pochodną
ostatnich elementów – np. uzyskanie środków na działalność
statutową z KBN). Wkrótce może do tego dojść obowiązek zakładania
lokalnych czasopism elektronicznych, w celu przechowywania i udostępniania
na życzenie dokumentów elektronicznych. Działania te związane są z
wypełnianiem ankiet, aplikacji, prowadzeniem badań, publikacją ich
wyników. Każe to tworzyć stanowiska: sekretarza naukowego, ds. badań
naukowych i koordynacji programów badawczych, redaktorów, specjalistów
ds. zarządzania projektami. Nie mamy jeszcze – ale sądzę, że
niedługo powstanie potrzeba wytypowania (zatrudnienia) spośród
pracowników liderów projektów (project manager) a więc osób, które
prowadzić będą przede wszystkim prace organizacyjno - administracyjne
związane z ich realizacją. Stanowisko to powinna objąć osoba, która
w zupełności nie musi być bibliotekarzem, ale odpowiednie
przygotowanie zawodowe (np. ekonomista, specjalista od zarządzania z
ukończonymi specjalistycznymi studiami podyplomowymi) i charakteryzująca
się cechami lidera. Lider to osoba, która pociąga (a nie popycha)
innych członków zespołu do zrealizowania stawianych przed nimi zadań,
a więc umiejętnie motywująca, nakreślająca wizje, umiejętnie
organizująca pracę, podnosząca na duchu w chwilach zwątpień i porażek.
Oczywiście, takimi cechami musi charakteryzować się dyrektor
biblioteki, ale dla niego należy przewidzieć przede wszystkim funkcję
Wielkiego Wizjonera.
Wizjoner, a więc ten kto będzie chciał i umiał spoglądać daleko w
przyszłość, nakreślać wizje, przewidywać przyszły rozwój wypadków,
zachęcać innych do podejmowania zadań wzniosłych, trudnych,
nowatorskich. Taki winien być dyrektor biblioteki przyszłości i
– niestety – wcale nie będzie musiał być bibliotekarzem.
Będzie on musiał, w większym stopniu niż to robimy dziś, zajmować
się samodzielnym zdobywaniem i zarządzaniem finansami. Inaczej będzie
zarządzał personelem, zarządzał organizacją dostępów do zasobów,
organizacją usług itd., czemu służyć będą wszechstronne (nie
tylko finansowe) analizy. Dochodzimy więc do stanowiska analityka, które
„wymyślone” w ATR w Bydgoszczy funkcjonuje obecnie w BU w
Poznaniu. Osoba pełniąca tę funkcję zajmuje się analizowaniem różnego
rodzaju statystyk w celu wypracowania wskaźników, norm, standardów a
w przyszłości również wytycznych dla podejmowania strategicznych i
operacyjnych decyzji z zakresu zarządzania finansami, kadrami, rozwojem
zasobu, rozliczaniem kosztów usług świadczonych odpłatnie dla użytkowników
itd. Zwracali uwagę na pojawienie się tego zagadnienia m.in. I.Mowat i
Hermann Havekost. Sądzę, że już niedługo żaden z dyrektorów
bibliotek nie powinien działać bez pomocy wykształconego analityka.
Dziś w BU analitykiem jest bibliotekoznawca, i być może pozostanie
nim w przyszłości dokształcony w zakresie audytu. Tworzone są już
studia podyplomowe z tego zakresu, co powinno pomagać w przyszłości w
organizowanie tego typu stanowisk pracy w bibliotece.
Obecnie w zarządzaniu finansami pomagają dyrektorowi biblioteki
uczelnianej pełnomocnicy kwestora, a biblioteki samodzielne
organizacyjnie zatrudniają wyspecjalizowane służby. Rola tych
stanowisk będzie się zwiększała tak z uwagi na wielość źródeł
finansowania, uczestniczenie w konsorcjach, „składkowe”
finansowanie zadań przez różne jednostki (na uczelni np. wydziały
czy instytuty) i wynikającą z tego konieczność dokładnego ich
rozliczania. W sytuacji gdy coraz większą wagę musimy przywiązywać
do pozyskiwania środków, wykazy cenników naszych usług stają się
coraz dłuższe, będziemy musieli pomyśleć o wytypowaniu windykatora
należności. Kiedy prawnie dopuszczalne dziś opłaty mogą przynieść
nawet do kilku procent w skali budżetu, dziwić się należy tym, którzy
np. nie ściągają kar za przeterminowane zwroty czy nie zwrócone w
terminie książki. W BU w Poznaniu nie ma odwołania od takich sytuacji
i obecne pracownice Oddziału Udostępniania w roli windykatorek spisują
się znakomicie.
Oczywiście samodzielne stanowisko windykatora należności to jeszcze
przyszłość, ale już dziś mamy duże problemy z zamówieniami
publicznymi. Nie dziwi więc to, że powstają stanowiska do obsługi
tego zagadnienia. Przy czym są to raczej stanowiska związane z
administracją biblioteki, a przygotowanie pracowników na nich
zatrudnionych jest w chwili obecnej dość zróżnicowane. Z reguły
umiejętność związaną z problematyką przetargów nabywają na
kursach i... uczenia się na błędach.
Istnieją w kilku bibliotekach (szczególnie technicznych) stanowiska
rzecznika patentowego, specjalisty ds. informacji patentowej. Biblioteki
te zbierają jak wiadomo opisy patentowe i normy, choć jak wynika z
przeprowadzonych wywiadów, powołanie tych stanowisk akurat w
bibliotekach wynikało z przyczyn natury organizacyjnej. Przyjąć
jednak można, iż w niedalekiej przyszłości stanowiska te mogą zostać
wydzielone także w innych bibliotekach, w których obecnie problematyką
tą zajmują się np. pracownicy oddziałów informacji naukowej.
Sporadycznie spotykamy się i z innymi stanowiskami. Mamy więc
pracownika obsługi zbiorów w wolnym dostępie (połączenie
magazyniera z porządkowym i informatorem w sprawach podstawowych).
Istnieją stanowiska ds. ochrony czy pracowników służby porządkowej
a więc osób, których zdaniem jest dbanie o bezpieczeństwo i ochronę
tak zbiorów, pracowników jak i użytkowników. Te funkcje będą się
zapewne rozwijały, ale być może nie na zasadzie etatowych pracowników
biblioteki. Pracownik jednej z bibliotek określa swe stanowisko mianem
poczmistrza, będąc odpowiedzialnym za funkcjonowanie poczty
elektronicznej (zakłada i kasuje konta, walczy z wirusami i spamem,
instaluje nowe wersje programu klienta, szkoli, utrzymuje systemowe -
wspólne dla środowiska - adresowe listy dystrybucyjne) i nazywa się
też sam inaczej administratorem (!) poczty.
W jednej z bibliotek mamy stanowisko kuratora rysunku architektonicznego
(cokolwiek by to znaczyło), pracownika biblioteczno-biurowego dla
wykonywania zadań zarówno bibliotekarskich jak i administracyjnych.
Kolejna, zlokalizowana w zabytkowym gmachu, ma stanowisko konserwatora
zabytków. Wiele zatrudnia konserwatorów książek, jedna renowatorów,
w żadnej jeszcze nie spotkałem restauratora choć można je wymiennie
używać zapewne z poprzednim. Sądzę jednak, że w tym kierunku w
coraz większym stopniu podążymy. Nie wystarczą nam już
introligatorzy (w Poznaniu nazywani krótko „oprawcami” a
pracujący na stanowiskach bibliotekarzy lub magazynierów) i
konserwatorzy (których trudno pozyskać z uwagi na niezadowalające ich
nasze siatki płac) lecz stworzymy właśnie pośrednie stanowiska
wspomnianych renowatorów – restauratorów
Nie mamy jeszcze formalnie wydzielonych stanowisk, choć są osoby
funkcje te wykonujące:
- selekcjonera a więc pracownika odpowiadającego za selekcję
retrospektywną zbiorów,
- „wielkiego porządkowego”, (w BU w Poznaniu Kierownika
Oddziału Kontroli Zasobu), który odpowiada nie tylko za prowadzenie
skontrum ale ciągłe porządkowanie ustawienia zbiorów, szukanie
zagubień, scalanie rozproszonych ciągów, uzupełnianie braków, właściwą
lokalizację materiałów w bibliotekach systemu uczelni, przekazywaniu
dubletów do innych bibliotek miasta,
- hoedhunting’a (łowcy głów), odpowiedzialnego za poszukiwanie
i ściąganie do biblioteki wysokospecjalizowanych, poszukiwanych
pracowników (te zadania wypełniają obecnie głównie szefowie
bibliotek),
- specjalistów od outsourcingu, a więc szukania zewnętrznych wykonawców
prac – nawet najbardziej typowo – bibliotecznych czy
pomocniczych.
Funkcję ostatniego pełnią zapewne obecni dyrektorzy, a praktyka
pokazuje że zajęcie to nie jest tak bezsensowne i odległe jakby się
to mogło zdawać. Inną rzeczą jest np. przekonanie własnych
pracowników czy władz, że takie działanie jest dla biblioteki
korzystne. Tu pomocne będzie działanie analityka, które to dwa zajęcia
może należy w okresie przejściowym połączyć. Zapewne nie wykształcimy
obecnie funkcji integratora, to jest osoby która zajmować się będzie
integracją zadań, usług, zasobów organizowanych przez różne
biblioteki np. regionu, miasta czy rozbudowanej uczelni. Pozostanie to
zapewne umiejętnością przypisywaną dyrektorowi, który i w tym
wypadku będzie posługiwał się wynikami różnych analiz. Podobnie będzie
zapewne z negocjatorem. Umiejętności negocjacji wyrabiać w sobie będą
musieli zarządzający bibliotekami, choć działania negocjatora
podejmowane w imieniu większej grupy bibliotek mogą być nadzwyczaj
korzystne. Przykłady stanowią już dziś negocjacje prowadzone dla
bibliotek Polski przez szefów chociażby ICM w Warszawie czy PFBN w
Poznaniu.
Nie mamy jeszcze oficjalnie stanowiska kapelana, choć w wielu
bibliotekach szkół wyższych, w których istnieją Wydziały
Teologiczne, zatrudnieni są księża, prowadzący dla nas okolicznościowe
nabożeństwa czy spotkania np. opłatkowe.
Cytowany już poprzednio A.Tyws wskazuje na nowe funkcje podejmowane
przez wiele bibliotek publicznych. Zalicza do nich licznie tworzone przy
bibliotekach muzea, mediateki, profesjonalne galerie, pracownie
teatrologiczne, izby pamięci, podejmowanie działań na rzecz społeczności
lokalnych i jej promocji, edukacji artystycznej, estetycznej,
intelektualnej, animacji amatorskiego ruchu artystycznego i opieki
instrukcyjno-metodycznej nad domami kultury w województwie a nawet
prowadzenia księgarni czy hurtowni. Księgarnię ma w swej strukturze
Biblioteka AE w Krakowie, a były przewodniczący Rady Bibliotecznej w
mojej bibliotece namawia nas na to, abyśmy (na wzór amerykański)
zlikwidowali wydzielony, wieloegzemplarzowy księgozbiór dydaktyczny
podejmując w to miejsce akcję skupu i sprzedaży podręczników wśród
studentów. Każda z tych nowych funkcji wymaga stworzenia stanowisk i
zatrudnienia pracowników, którzy bynajmniej nie są bibliotekarzami
Przegląd stanowisk już powołanych w naszych bibliotekach, funkcji już
realizowanych czy też stanowisk, których powstanie należy się
spodziewać w przyszłości, pobudza do kilku refleksji.
Widać na tych przykładach jak bardzo nasze biblioteki i ich zadania a
także stające przed nimi wyzwania zmieniają się i jak staramy się
jako zarządzający bibliotekami, za tymi zmianami nadążać.
Obserwujemy jak niejako bocznymi drzwiami pojawiają się w bibliotekach
pracownicy o nowych specjalnościach i kwalifikacjach, pojawiają się
nowe zawody.
Obserwujemy zjawisko, które zapewne będzie się potęgować, tworzenia
stanowisk mieszanych, łączących dwie czy kilka funkcji oraz szukania
sposobów na realizację tych nowych zadań poprzez wykorzystywanie
podmiotów zewnętrznych a nie tworzenie nowych stanowisk w bibliotekach
(służby ochrony, służby porządkowe, serwis sprzętu komputerowego,
usługi komputerowe [np. tworzenie programów usprawniających pracę,
prowadzenie stron www], konserwacja zbiorów, skanowanie,
mikrofilmowanie [dla wykorzystania drogiego sprzętu specjalistycznego
posiadanego przez zewnętrzne firmy w miejsce kupowania i utrzymywania
go samodzielnie].
Widzimy konieczność posiadania przez naszych pracowników czy wyposażenia
ich w coraz to nowe umiejętności i sprawności oraz oczekujemy od nich
nowego typu otwartości, nowych postaw wobec klientów.
Ponownie należy zapytać czy wszystkie te osoby, pracujące i wykonujące
niezbędne w bibliotece i na rzecz biblioteki prace, naprawdę są i
muszą być nazywani bibliotekarzami? Dyskusja na ten temat toczy się
nie tylko u nas. Zgodzić się zapewne trzeba z uwagami bardziej doświadczonych
kolegów, którzy głośno stwierdzają: „...bibliotekarze nie mogą
już być dłużej nazywani tylko bibliotekarzami” z uwagi na
faktyczne ich zakresy obowiązków i zajęcia jakimi się zajmują.
Przypomina to powrót do korzeni, gdy bibliotekarz był jeden a resztę
stanowili jego pomocnicy.
Należy ponownie zastanowić się nad przywoływanymi na wstępie
propozycjami rozwiązań, zmierzających do określenia kto jest
bibliotekarzem, jakie funkcje sprawuje i stanowiska zajmuje; dalej,
jakie niezbędny we współczesnej bibliotece specjalista - nie
bibliotekarz, a jakie zadania realizować będą pracownicy na
stanowiskach pomocniczych.
Musimy spróbować te nowe stanowiska właściwie i jednoznacznie nazwać,
umieszczać je w strukturach naszych bibliotek, określać pożądane
dla sprawowania tych funkcji kwalifikacje i wymagania w zakresie
przygotowania zawodowego oraz wzorce osobowościowe. Należy to czynić
także po to, aby właściwe było kształcenie studentów, naszych
przyszłych pracowników.
|