64-100 Leszno, ul. Bolesława Chrobrego 3 tel. (0-65) 520-53-55, 529-64-10, fax 529-66-65    
   

 


WITRYNA

DLA 

DZIECI


STRONA DOMOWA                                  ARCHIWALIA / DZIAŁO SIĘ / WIELKOPOLSKIE FORUM BIBLIOTEKARZY

   
 
 
ZARZĄD OKRĘGU STOWARZYSZENIA BIBLIOTEKARZY POLSKICH
W POZNANIU 

 
 

WIELKOPOLSKIE FORUM BIBLIOTEKARZY

Zawód bibliotekarza i współpraca różnych sieci

Leszno, 6 listopada 2003 roku

 

 
 
WSTECZ
 
 

 
 

WYSTĄPIENIE:

Artura Jazdona

dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu 

 

O nowych stanowiskach, specjalnościach i zawodach.

W ostatnich latach biblioteki nasze przeżywają wielkie przeobrażenia. Dotyczą one w zasadzie wszystkich sfer ich działalności. Każda z nich natomiast jest w większym czy mniejszym stopniu związana z pracą konkretnych osób wykonujących wchodzące w ich zakres działania. Uważa się, że przemiany te wynikają przede wszystkim z komputeryzacji naszych bibliotek, zmian technologicznych które ona ze sobą przyniosła. Wiele w tym prawdy, ale nie wynikają one wyłącznie z tego procesu. Duża część z nich jest rezultatem zmian dokonujących się w bibliotekach lub w ich bliższym czy dalszym otoczeniu, a wpływających również w określony sposób na ich organizację i funkcjonowanie.
Zaliczyć można do nich m.in:
- zmieniające się prawo biblioteczne i okołobiblioteczne,
- zmiany w systemie finansowania nauki i kultury, 
- zmiany w systemie oświaty i szkolnictwa wyższego oraz wynikające z nich potrzeby w zakresie dydaktyki bibliotecznej, 
- zmienione (rozbudzone) potrzeby naszych użytkowników, 
- zwielokrotnioną i zróżnicowaną ofertę zewnętrznych dostawców usług czy bardzo również zmieniony rynek wydawniczo-księgarski, 
- pojawienie się nowych typów dokumentów,
- budowane przez nas nowe możliwości współpracy międzybibliotecznej,
- zmieniającą się sytuacje polityczną (ostatnio wejście do Unii Europejskiej), nie pozostającą bez wpływu na nasze bibliotekarstwo.
Dla zarządzających bibliotekami oznacza to poszukiwanie rozwiązań organizacyjnych pozwalających podołać tym zadaniom i funkcjom, tworzenie nowych stanowisk (miejsc) pracy, podejmowanie odmiennych od dotychczasowych zakresów działań. Wszystko to przekłada się na zatrudnianie w naszych instytucjach osób o nowych umiejętnościach i kwalifikacjach oraz o zmienionych predyspozycjach osobowościowych. Pojawiają się w działalności bibliotecznej lub przenikają doń dotąd nie łączone z nią zawody, na co zwracano już uwagę w literaturze. Sprzyja temu – sądzę nie tylko w największych ośrodkach – duża podaż na rynku dobrze wykształconych osób poszukujących pracy i podejmujących ją w bibliotekach nie tylko dlatego, że nigdzie indziej jej znaleźć nie mogą lecz również dlatego, że praca w bibliotece może oznaczać interesujące miejsce pracy, dające możliwość zrealizowania się nie tylko przy tradycyjnym katalogowaniu czy wypożyczaniu zza lady. Jedno jest pewne. Uczy nas tego nasze własne ale i dłuższe doświadczenie naszych zachodnich czy amerykańskich kolegów: tradycyjne domeny bibliotekarza znikają czy ulegają redukcji, a pojawiają się w ich miejsce nowe.
Wielu z zarządzających bibliotekami starając się wyjść na przeciw tym potrzebom, proponuje czy wprowadza wiele zmian, choć równocześnie napotka na sporo przeszkód. Przeszkody nie stanowi dziś praktycznie dokonanie zmiany w strukturze i utworzenie działów czy stanowisk realizujących określone zadania. Wielu z nas nazywa nawet te stanowiska pracy w zupełnie nowy, „nietradycyjny” sposób, choć nadal pracujące na nich osoby zatrudniane są jako młodsi bibliotekarze, bibliotekarze, kustosze itd. W niejednym przypadku stanowi to jednak przeszkodę w zatrudnieniu „idealnego” z naszymi oczekiwaniami pracownika czy należytego jego wynagrodzenia. Barierę stanowią obowiązujące w tym zakresie przepisy, o czym przedstawiciele środowiska mówią już blisko 10 lat. Dyskutowała o tym gorąco w początku lat 90-tych Sekcja Bibliotek Naukowcy SBP, w imieniu której opinię wyrażał m.in. jej przewodniczący Jan Janiak, stwierdzając, iż negatywnie na efektywną politykę personalną wpływa „nadmierna szczegółowość i „sztywność” przepisów płacowo-kwalifikacyjnych”. Podobnie kilka lat później Wanda Dziadkiewicz analizując struktury organizacyjne bibliotek akademickich stwierdzała, że nowe zadania powodują tworzenie komórek organizacyjnych dodawanych do starych struktur, w których pracują osoby wykonujące określone funkcje nie nazwane i nie podkreślone w hierarchii stanowisk, za to zgodnie z obowiązującymi ich tabelami. 
Wracamy więc do stawionego już kiedyś pytania: czy wszyscy zatrudnieni w bibliotekach to faktycznie bibliotekarze, czy nie następuje ogromne różnicowanie się ich zadań i funkcji jak i koniecznego do ich wypełniania przygotowania zawodowego. Czy to z kolei nie winno powodować zmiany stanu rzeczy tak aby przeobrażenia, które już się dokonały znalazły również odbicie w strukturach, tabelach stanowisk i taryfikatorach? Pisał o tym przed lat m.in. J. Sójka zauważając, iż osoba zatrudniona na którymś ze stanowisk bibliotekarskich automatycznie powiększa zawodową grupę bibliotekarzy, jako przykład podając osobę z wykształceniem zawodowym lub podstawowym zatrudnioną na stanowisku pomocnika bibliotekarza. Czy zgadzamy się z podejściem reprezentowanym np. ostatnio przez twórców projektu Prawa o szkolnictwie wyższym, którzy jednym machnięciem pióra zaproponowali 36-godzinny tydzień pracy dla wszystkich zatrudnionych w bibliotekach, zapewniając im dotychczasowe uprawnienia tylko pewnej grupy bibliotekarzy?. Nie dziwmy się, że Stefan Kubów ironicznie pisze, iż „Bibliotekarze i politycy...to jedne z ostatnich już zawodów, które w Polsce można wykonywać, nie posiadając niezbędnych wyuczonych kwalifikacji zawodowych”. Dotykamy tu problemu, o którym nie tak dawno m.in. pisali szczegółowo i dobitnie Henryk Hollender, Jan Sójka czy Jacek Wojciechowski. Nie sądzę, że jest konieczne czy możliwe cokolwiek nowego do przedstawionych przez nich wniosków dodawać. Pozwolę jednak sobie wyrazić pogląd odmienny od naszkicowanego przez ostatniego z wymienionych autora, nie zgadzając się z tym, że bibliotekarzami są ludzie różnych zawodów oraz specjalności, pracujący w bibliotekach, a wyznacznikiem zawodu jest praca w bibliotece. 

Powróćmy więc do głównego hasła wywoławczego wystąpienia i spróbujmy powiedzieć o jakich nowych funkcjach (już istniejących lub wkrótce mogących się pojawić) mówimy oraz jakie umiejętności, kwalifikacje i zadania są z nimi związane; na koniec jak te nowe stanowiska pracy mamy określać? Kilka lat temu Maria Śliwińska zastanawiając się nad tym zagadnieniem pytała czy czeka nas era: katalogerów, meliorantów, nawigatorów, internistów, kabalistów. W innym kierunku szedł H.Hollender proponując nieformalną strukturę zawodu bibliotekarza z grupami pracowników określanymi jako: twórcy, łowcy, zdobywcy i dostarczyciele. Mogliśmy przyjmować te propozycje jako nie do końca formalne, ale zgodzić się trzeba z tym, że wskazywały one problem, który nadal jest aktualny.
Jedną z propozycji, która pojawiła się i w ograniczonym zakresie weszła do praktyki naszych bibliotek stanowi grupa bibliotekarzy (specjalistów) dziedzinowych. Znalazła ona formalne lub nieformalne odbicie w praktyce kilku bibliotek akademickich (Toruń, Poznań, Warszawa, Wrocław), uzyskując miano albo bibliotekarzy dziedzinowych albo pracowników informacji dziedzinowej. Mają oni w każdej z tych bibliotek inne zadania do spełnienia. Jednakże wydaje się, że w zmieniającej się rzeczywistości, postępującej specjalizacji bibliotek - ich zbiorów i obsługiwanej grupy użytkowników, zalewu informacji itd., konieczne jest zatrudnianie osób o zróżnicowanym przygotowaniu zawodowym i powierzanie im obsługi specjalistycznych zakresów dziedzinowych. W podsumowaniu konferencji toruńskiej, na której wypowiadali się bibliotekarze z Polski i zagranicy, stwierdzono iż charakterystyczne dla tej grupy pracowników jest to, że:
- coraz więcej czasu poświęcają działalności informacyjnej, kształceniu użytkowników,
- mają coraz więcej zadań związanych z organizacją pracy i zarządzaniem,
- mniej czasu muszą poświęcać pracy związanej z opracowaniem rzeczowym zbiorów,
- więcej czasu muszą poświęcać współpracy z pracownikami nauki oraz samokształceniu, w celu sprostania wymogom „partnerstwa”,
- muszą charakteryzować się określonymi cechami osobowościowymi pozwalającymi funkcje dziedzinowca realizować, bo samo wykształcenie fachowe nie wystarcza aby być „dobrym” na tym stanowisku.
Dodać do tego można również prognozowane zmniejszenie się jego obciążeń w zakresie tradycyjnego gromadzenia zbiorów, przy równoczesnym zwiększeniu udziału w zakresie organizacji dostępu do źródeł informacji. Czy zmiany w bibliotekach spowodują zniknięcie tej grupy? Powtórzyć można za Ian’em Mowat’em, który obserwując zmiany w bibliotekach brytyjskich prognozował sytuację odwrotną, stwierdzając iż zmiany te czynią „funkcję specjalistów dziedzinowych nawet bardziej przydatną niż poprzednio”. Ta grupa, charakterystyczna głównie dla bibliotek akademickich, składa się z pracowników o specjalistycznym wykształceniu, zgodnym z profilem biblioteki i obsługiwanej uczelni. Ale jak pisze A.Tyws, także w bibliotekach publicznych - które do tej pory takiej grupy pracowników nie wydzieliły - w związku z poszerzaniem się realizowanych przez nie zadań i funkcji, w coraz większym zakresie zatrudnia się absolwentów studiów filologicznych, kulturoznawczych, muzykologicznych, dziennikarskich, pedagogicznych, socjologicznych, którzy mogą realizować zadania bibliotekarzy dziedzinowych.

Drugą grupę, wyraźnie już w naszych bibliotekach wydzieloną stanowią bibliotekarze systemowi. Są to - powtarzając za E.Krysiak - osoby odpowiadające za całość spraw związanych z zarządzaniem bibliotecznym systemem komputerowym. Powinny one potrafić określić potrzeby biblioteki w zakresie wykorzystania systemu, wdrażające go w bibliotece, analizujące jego funkcjonowanie i projektujące dalszy rozwój. W praktyce naszych bibliotek zaistniały dwie sytuacje. Pierwsza, w której funkcję bibliotekarza systemowego pełni jedna osoba oraz druga, w której w bibliotece powołano kilku bibliotekarzy systemowych, np. dla oddzielnych modułów. Uważam, ze bibliotekarz systemowy powinien być jeden, posiłkując się w swej pracy zespołem współpracowników np. zajmujących się oddzielnymi modułami. Pełniący tę funkcję jest jak najbardziej „bibliotekarzem”, gdyż winien wywodzić się z grona osób dobrze znających podstawowe zadania i procedury biblioteczne. Znajomość techniki komputerowej jest tu stawiana na drugim miejscu. Pomocą w rozwiązywaniu problemów technicznych służą mu informatycy czy technicy komputerowi. Winien on natomiast charakteryzować się pewnymi predyspozycjami i zdolnościami (zdolności menedżerskie, komunikatywność, otwartość na przyswajanie nowości, umiejętności negocjacyjne, zdolności interpersonalne i pedagogiczne i in.), sprzyjającymi realizacji nałożonych na niego zadań.
W ten sposób dochodzimy do kolejnego, także dziś wyraźnie wydzielonego stanowiska w naszych bibliotekach, jakim jest stanowisko (funkcja) informatyka. Wydaje się jednak, że informatykiem jest się w banku albo w bibliotece, tak jak magazynierem czy pracownikiem do prac ciężkich jest się w bibliotece albo w hipermarkecie. Nie musi więc być informatyk bibliotekarzem aby prawidłowo pełnić swoje zadania w bibliotece. Co nie wyklucza tego, że powinien działalność bibliotekarską poznawać. Problem natomiast stanowi to jak go „wtłoczyć” w nasze stanowiska i siatki płac. Przekształcamy więc etaty bibliotekarskie na etaty inżynieryjno-techniczne czy naukowo-techniczne i posiłkujemy się siatkami płac przewidzianymi dla informatyków zatrudnianych np. w ośrodkach informacji. Nie rzadko osoba ta musi być „nadzwyczajnie” gratyfikowana (stałe dodatki rektora, znacznie wyższa premia), ale to - jak się wydaje - środowisko już zaakceptowało. Informatykowi w pracy pomagają oczywiście technicy, dla których problem zatrudnienia i wynagradzania rozwiązujemy w całości lub w części podobnie jak w przypadku informatyków. Ale oczywiście stanowiska jakie im przypisujemy, określające wykonywane przez nich funkcje, nazywamy różnie. Mamy więc: głównych informatyków, informatyków, elektroników, operatorów systemów komputerowych, operatorów komputerów, programistów, asystentów programistów, starszych techników, starszych projektantów (zajmujących się wdrażaniem systemów informatycznych, sprzętu, programów), koordynatorów ds.: sprzętu komputerowego i oprogramowania, automatyzacji prac bibliotecznych i obsługi komputerowego programu bibliotecznego, możemy mieć jeszcze konsultantów ds. technicznych. Najnowsza propozycja (projekt Prawa o szkolnictwie wyższym) przewiduje istnienie „informatyka dyplomowanego”, którego sądzę będziemy mogli zatrudniać również w bibliotekach. Grupę tę stanowią oczywiście osoby o specjalistycznym przygotowaniu informatycznym, technicznym. Niektóre z tych osób pracują w randze wicedyrektorów ds. komputeryzacji czy głównych specjalistów. Aż boję się marzyć, że prowadzić to może do ziszczenia się prognozy I.Mowata brzmiącej: „W społeczeństwach akademickich bibliotekarze wyższej rangi dość często piastują wysokie stanowiska w uczelni i mogą nawet uzyskać stanowiska prorektorów”.

Coraz częściej spotykamy się w naszej rzeczywistości z różnego rodzaju administratorami. Przy czym nie chodzi o pracownika administracji bibliotecznej (który na szczęście nie jest uznawany za bibliotekarza) ale administratora: sieci, baz elektronicznych, bazy rekordów bibliograficznych, kartoteki haseł formalnych. Administrator sieci to stanowisko związane z poprzednio wymienioną grupą stanowisk informatycznych. Podobnie administrator baz elektronicznych (obsługujący np. CD-Serwer), to ktoś – przede wszystkim - niezwykle sprawny w technicznej ich obsłudze. Natomiast dwa pozostałe są stanowiskami bibliotekarskimi, dość wąsko wyspecjalizowanymi, gdyż zatrudnione na nich osoby winny być wysokiej klasy specjalistami z zakresu opracowania. 

Podobnie wysokiej klasy specjalistami w fachu bibliotekarskim winni być katalogerzy, a więc osoby zajmujące się opracowaniem formalnym. „Kabalarze” jakpisała M.Śliwińska czy inaczej mówiąc klasyfikatorzy zajmujący się klasyfikacją treściową to jednak przede wszystkim specjaliści z określonych dziedzin wiedzy, przyuczeni do wykonywania zawodu bibliotekarza i będący bibliotekarzami. Tu sytuacja nie zmieniła się w zasadzie od lat. Ale mamy do czynienia z innym zjawiskiem i nowym – może jeszcze nie nazwanym – stanowiskiem. Mam na uwadze osoby zajmujące się szukaniem i przejmowaniem opisów sporządzonych w innych bibliotekach. Biblioteka Uniwersytecka w Bambergu, mającej wpływ porównywalny z Biblioteką Uniwersytecką w Poznaniu, w zespole odpowiadającym naszemu 11-osobowemu działowi opracowania rzeczowego, zatrudnia dwie osoby, nie posiadające ani specjalistycznego ani bibliotekarskiego przygotowania wyższego. Są sprawnymi „poławiaczami” opisów. My także przed taką perspektywą przesuwania pracowników działów opracowania do realizacji innych zadań staniemy. Ale równocześnie otworzy to przed nami konieczność tworzenia nowych stanowisk dla osób zajmujących się normami, standardami, uzgodnieniami itp. W BUW-ie proponuje się stanowisko „redaktora leksyki języka KABA”. Będą to stanowiska niezwykle ważne dla wszystkich bibliotek w kraju, niekoniecznie obsadzane przez „rasowych” bibliotekarzy. Być może będą to naukoznawcy, metodolodzy, specjaliści od ekokomunikacji, choć stanowisko będzie należało to tych bardziej niż mniej bibliotekarskich. Tych stanowisk z kolei nie powinno być w skali kraju zbyt wiele (np. tylko w Centrum NUKAT) i w związku z tym winny być może być inaczej uwzględnione w siatce stanowisk (a szczególnie w siatce płac). W Politechnice Krakowskiej odnajdujemy wydzielone w strukturze stanowisko ds. KHW, (gdzie indziej, np. w Poznaniu nie jest ono dotąd oficjalnie wydzielone z zespołu katalogerów) a więc stanowisko osoby, która współpracuje z centralą w Warszawie i współtworzy pewne rozwiązania mogące mieć zastosowanie we wszystkich bibliotekach kraju. 

Przed kilku laty kiedy prognozowano, że zajmować nas będzie głównie nawigacja w świeci informacji, proponowano stanowisko nawigatora, maklera informacji, rzadziej menedżera wiedzy. Dziś mówi się raczej o brokerze informacji. Według jednej z zaproponowanych definicji, to specjalista pośredniczący w udzielaniu wszelkiego rodzaju informacji. Przy czym od zwykłego nawigatora czy tradycyjnego pracownika informacji różni go to, że jest osobą nie tylko wyszukującą i dostarczającą informacje, ale potrafiącą je zweryfikować, uporządkować, ocenić, skategoryzować. Jest to osoba, która na zadane przez użytkownika pytanie nie odpowie listą informacji wyrzuconych przez wyszukiwarkę, ale poda informację kompetentnie opracowaną, przygotowaną, wykonując pewien zakres pracy za osobę proszącą o dostarczenie informacji. Broker informacji gwarantuje, że udzielona informacja nie tylko odpowiada na zadanie pytanie, ale jest informacją o najwyższej jakości. Dlatego znowu pojawi się pytanie: kim ma być broker? „Zwykłym” bibliotekarzem czy pracownikiem informacji? Nie, musi być wysokiej klasy specjalistą i należy sądzić, że nie będziemy mieli do czynienia z brokerami „od wszystkiego” a najwyżej z zespołami brokerów mogącymi udzielać informacji z relatywnie szerokiego zakresu przedmiotowego. Zakłada się, że broker będzie musiał także korzystać z usług konsultantów, specjalistów. Uważa się przy tym, iż będzie pracował niejako na własny rachunek, będzie firmował informacje własnym nazwiskiem i ewentualna porażka jego klienta będzie stanowiła i jego porażkę, a tym samym utratę zaufania klientów, eliminację z rynku. (Może na gruncie bibliotek w kierunku realizacji takich zadań ewoluować będą funkcje bibliotekarza dziedzinowego?). Dotykamy więc przy okazji trochę innego zagadnienia – wychodzenia pewnych określonych funkcji i zadań poza bibliotekę. Chyba, że prawo i przyzwyczajenia zmienią się na tyle, że broker pracujący w bibliotece, korzystający np. z kupowanych przez nią dostępów do baz danych, będzie za swe usługi pobierał opłaty stanowiące – w części - dochód zatrudniającej go biblioteki.
Ale zanim rozwiążemy problem brokerów, tworzymy inne stanowiska w ramach istniejących możliwości. Mamy więc stanowiska ds.: informacji elektronicznej, informacji komputerowej, informacyjnej obsługi użytkowników i szkoleń, dokumentów elektronicznych, czasopism elektronicznych, wydawnictw elektronicznych, informacji internetowej czy najbardziej wśród nich tradycyjnie brzmiące stanowisko ds. wyszukiwania informacji. W literaturze zachodniej spotykamy propozycje stanowiska cyberbibliotekarza a także konsultanta a więc osoby, której zadaniem jest podstawowa praca z użytkownikiem, rozpoznawanie jego potrzeb i kierowanie go do specjalistów mogących pomóc mu rozwiązać jego złożone problemy merytoryczne. Ponownie powstanie pytanie jakie kwalifikacje powinny mieć czy mają osoby funkcje te sprawujące, czy są faktycznie bibliotekarzami, czy tylko są zatrudnione na stanowiskach bibliotekarzy czy kustoszy. Gdy tworzyliśmy stanowisko ds. czasopism elektronicznych szukaliśmy odpowiedniego kandydata. Najlepszy – wg nas – okazał się absolwent Instytutu Językoznawstwa, znający doskonale komputer i cztery języki. Kapitalnie radzi sobie na tym tworzonym przez siebie stanowisku pracy, chwalą go pracownicy nauki ale czy on będzie w pełni bibliotekarzem? czy kiedyś pozna dokładnie pracę bibliotekarską?
W Toruniu stworzono stanowisko ds. informacji europejskiej. Myślę, że takie czy podobne stanowiska już powstały czy mogą powstać w wielu innych bibliotekach. Kto powinien je obsadzić? Być może absolwent studiów z zakresu europeistyki, może prawnik ze znajomością prawa europejskiego (myślę, ze nie tylko UAM prowadzi tego typu studia podyplomowe). Czy te osoby będą bibliotekarzami? Będą pracownikami bibliotek zajmującymi się informacją o gospodarce, prawie, administracji itp. zagadnieniach dotyczących podstaw Unii Europejskiej czy państw w niej nie zrzeszonych. A więc w tym czy i w innych przypadkach nie powinni być bibliotekarzami, a „specjalistami w zakresie...” pracującymi w bibliotece.
Kto z nas nie zna pojęć: SUBITO, ARIEL, JAZON? Związany jest z nimi nowy typ zadań, funkcji, nowy sposób obsługi zapotrzebowań naszych czytelników. Te stanowiska jeszcze nie są nazwane, ale przecież nie będą to typowe stanowiska ds. wypożyczeń międzybibliotecznych.
Jeśli chcemy rozwijać te usługi to musimy wiele z naszych materiałów skanować, aby móc je w formie elektronicznej przekazywać. Skanowanie będzie również wypływało z faktu konieczności czy chęci ochrony naszych zbiorów zabytkowych czy zastępowania wieloegzemplarzowych wydawnictw dydaktycznych ich odpowiednikami elektronicznymi. A więc będziemy musieli zatrudnić pracowników nie tylko skanujących materiały, ale poddających je właściwej obróbce, dbających o ich dystrybucję (powszechną czyli darmową lub odpłatną). W przypadku pierwszych zadań wystarczy nam osoba przyuczona do wykonywania skanów, w drugim raczej musimy pomyśleć o np. filologu, językoznawcy (który w największym stopniu będzie bibliotekarzem czy pracownikiem informacji naukowej), w trzecim o administratorze zasobu, którym winien być ktoś z przygotowaniem technicznym czy finansowym. Mamy więc już dziś oprócz tradycyjnych stanowisk w pracowniach mikrofilmowych (w największym stopniu przejmujących zadania związane ze skanowaniem) stanowiska: pracownika linii mikrofilmowania i skanowania, pracownika Pracowni Biblioteki Elektronicznej, stanowiska ds. digitalizacji zbiorów czy operatora kopiarek. Tu - choć nie wyłącznie - możemy również umieścić indeksatora (analizatora), który będzie fachowo indeksował informacje przygotowywane do przetwarzania, umożliwiając szybkie przeszukanie zasobu informacji elektronicznej. Czy właściwe jest, że w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu pracownik Pracowni Mikrofilmowej, obsługujący głównie kserograf a dodatkowo mikroprinter i skaner pracuje na stanowisku kustosza?. Na tym stanowisku czy innych o podobnych zakresach zadań, pracować może pracownik techniczny nie mający pojęcia o bibliotekarstwie. Ale mamy też np. w Bibliotece Śląskiej Dział Archiwizacji zajmujący się zabezpieczaniem zbiorów na innych niż papierowe nośnikach. Sądzę, że problem archiwizowania zasobów elektronicznych, jak najbardziej informatyczny, też będzie wymagał w przyszłości odrębnego potraktowania. 
Tradycyjnym zadaniem biblioteki jest prowadzenie zajęć dydaktycznych. Mamy nawet wydzieloną grupę bibliotekarzy dydaktycznych. Sądzę, że w niejednej bibliotece wielu z tych pracowników zajęć nie prowadzi bo albo sami nie chcą albo ich szefowie uznają, że nie powinni tego robić. Żeby dobrze dziś szkolić trzeba nie tylko znać historię biblioteki i charakterystykę jej zbiorów, kilka podstawowych źródeł informacji czy poznać własną bazę katalogową. Trzeba mieć dobre rozeznanie w rozmaitych elektronicznych źródłach informacji i to nie tylko tych ogólnych ale specjalistycznych, kierunkowych. Trzeba posiąść umiejętność szybkiego docierania do nich, odnajdywania w nich szukanej informacji, dokonywania - chociażby wstępnej - selekcji. Osoby prowadzące zajęcia coraz częściej spotykają się użytkownikami bibliotek doskonale obeznanymi z komputerami, internetem i możliwościami jakie on stwarza. Dlatego prowadzenie zajęć wymaga specjalnego przygotowania się, wymaga specjalizacji dziedzinowej. Tak postępujemy w Poznaniu przypisując prowadzenie zajęć z określonymi kierunkami dobranym specjalnie do ich obsługi pracownikom. Dalej idzie UMK proponując powołanie stanowiska szkoleniowca. Przywoływany już I.Mowat przedstawiał wizję bibliotekarza „pośrednika w nauczaniu” (learning intermediary). Będzie potęgowało konieczność takich działań nasze wejście na szerszą skalę w e-learning. Ale przecież nie tylko szkoleniem użytkowników winniśmy się zajmować. Coraz więcej czasu poświęcać będziemy musieli ciągłemu szkoleniu i treningowi własnych pracowników i będziemy musieli wykształcić wśród swych pracowników zajmujących się dydaktyką specjalistów ds. coaachingu i mentoringu.
Przechodząc na inny grunt, zatrzymajmy się na pojęciem stosunkowo starym jakim jest biblioterapia. Na ten temat w literaturze znajdziemy wiele wypowiedzi. Autorka jednej z ostatnich Małgorzata Czerwińska zastanawiając się czy biblioterapia jest wyłącznie zasobem wiedzy czy umiejętności praktycznych, czy należy ją traktować wyłącznie jako metodę rewitalizacji czy też może uznać ją za dyscyplinę naukową, dochodzi do wniosku, że winna być ona samodzielną dyscyplina naukową jako dziedzina interdyscyplinarna, w warstwie praktycznej polegająca na postępowaniu biblioterapeutycznym wobec chorych z różnym typem niepełnosprawności. Wymienia tu m.in.: nie tylko osoby niepełnosprawne fizycznie ale osoby z trudnościami w uczeniu się, osoby z zaburzeniami emocjonalnymi, osoby niedostosowane społecznie a nawet osoby pełnosprawne znajdujące się w tzw. psychologicznie trudnej sytuacji. Dodać można czytelników autystycznych, z zaburzeniami dysleksji i dysgrafii. Widzimy więc ogromne pole do popisu w bibliotekach każdego typu, szczególnie w sytuacji gdy osoby – w różny sposóbniepełnosprawne – powinniśmy traktować pełnoprawnie, likwidując istniejące obecnie różne bariery. To praca nie tylko z osobami poruszającymi się na wózkach inwalidzkich, ale słabo widzącymi czy ociemniałymi, głuchoniemymi czy słabo słyszącymi, osobami o słabej konstrukcji psychicznej. Postępowanie z każdą z nich wymaga bez wątpienia specjalistycznego przygotowania psychologiczno-pedagogicznego w związku z czym stanowisko biblioterapeuty winno być w bibliotekach różnego typu wyodrębnione. 
Ogromnie rozwija się sfera działań związanych z promocją i marketingiem. Mamy więc już w naszych bibliotekach działy: Szkoleń i Promocji, Promocji i Ruchu Turystycznego, Ośrodki promocji, stanowiska: d/s promocji biblioteki, zastępców dyrektora ds. informacji i promocji, specjalistów d/s marketingu. To ogromne zadanie związane nie tylko z kształtowaniem wizerunku biblioteki w szeroko pojmowanym otoczeniu, ale także przekonywaniem otoczenia do podejmowanych przez bibliotekę działań w celu zdobycia ich zrozumienia, poparcia i dodatkowych finansów. Mamy już z tego zakresu w naszych bibliotekach stanowiska d/s stron www, a w przyszłości będziemy chyba mieli i pracowników zajmujących się lobbingiem, a także fundraiser’ów zdobywających środki zewnętrzne. O lobbystach nie słyszałem jeszcze, natomiast można powiedzieć, że Poznańska Fundacja Bibliotek Naukowych zatrudniła specjalistę od zdobywania finansów. Być może jeszcze dziś takich stanowisk nie tworzymy (choć w przyszłości zapewne tak), ale bez wątpienia umiejętności takie winny charakteryzować dobrego menadżera, będąc przypisane nie tylko dyrektorowi ale również np. osobom z działu promocji.
Nowym stanowiskiem, które już w sposób zorganizowany pojawiło się (np. w Bibliotece UŚ w Katowicach) jest stanowisko d/s bibliometrii, którego obsada zajmuje się tworzeniem bazy cytowań i sporządzaniem okresowych zestawień bibliometrycznych dla władz własnej uczelni ale i KBN. Różnego typu badania bibliometryczne prowadzi się już od kilku lat szczególnie w bibliotekach szkół medycznych. Być może rozwój ich będzie tak szybki i oczekiwania naszych władz tak duże, że do ich powadzenia nie wystarczy czasowe zaangażowanie pracowników informacji naukowej, lecz będą je prowadziły osoby na wydzielonych stanowiskach. Myślę, że bibliotekarz czy pracownik informacji z obsługą zadań na tym stanowisku da sobie radę po stosunkowo krótkim przeszkoleniu. Co innego to podejmowanie prób prowadzenia w oparciu o sporządzane statystki szerzej zakrojonych badań i analiz.

Coraz śmielej nasze biblioteki wchodzą w prowadzenie prac naukowych, badawczo-rozwojowych. Jest to konieczne dla właściwego rozwoju instytucji, dla nawiązania i podtrzymania współpracy międzynarodowej, stawania się partnerami dla innych jednostek uczelni, budowania marki biblioteki przez dokumentowanie jej zbiorów czy osiągnięć, umożliwiania i ukazywania dokonującego się rozwoju własnej kadry a także zdobywania środków finansowych (co jest po części pochodną ostatnich elementów – np. uzyskanie środków na działalność statutową z KBN). Wkrótce może do tego dojść obowiązek zakładania lokalnych czasopism elektronicznych, w celu przechowywania i udostępniania na życzenie dokumentów elektronicznych. Działania te związane są z wypełnianiem ankiet, aplikacji, prowadzeniem badań, publikacją ich wyników. Każe to tworzyć stanowiska: sekretarza naukowego, ds. badań naukowych i koordynacji programów badawczych, redaktorów, specjalistów ds. zarządzania projektami. Nie mamy jeszcze – ale sądzę, że niedługo powstanie potrzeba wytypowania (zatrudnienia) spośród pracowników liderów projektów (project manager) a więc osób, które prowadzić będą przede wszystkim prace organizacyjno - administracyjne związane z ich realizacją. Stanowisko to powinna objąć osoba, która w zupełności nie musi być bibliotekarzem, ale odpowiednie przygotowanie zawodowe (np. ekonomista, specjalista od zarządzania z ukończonymi specjalistycznymi studiami podyplomowymi) i charakteryzująca się cechami lidera. Lider to osoba, która pociąga (a nie popycha) innych członków zespołu do zrealizowania stawianych przed nimi zadań, a więc umiejętnie motywująca, nakreślająca wizje, umiejętnie organizująca pracę, podnosząca na duchu w chwilach zwątpień i porażek. Oczywiście, takimi cechami musi charakteryzować się dyrektor biblioteki, ale dla niego należy przewidzieć przede wszystkim funkcję Wielkiego Wizjonera.
Wizjoner, a więc ten kto będzie chciał i umiał spoglądać daleko w przyszłość, nakreślać wizje, przewidywać przyszły rozwój wypadków, zachęcać innych do podejmowania zadań wzniosłych, trudnych, nowatorskich. Taki winien być dyrektor biblioteki przyszłości i – niestety – wcale nie będzie musiał być bibliotekarzem. Będzie on musiał, w większym stopniu niż to robimy dziś, zajmować się samodzielnym zdobywaniem i zarządzaniem finansami. Inaczej będzie zarządzał personelem, zarządzał organizacją dostępów do zasobów, organizacją usług itd., czemu służyć będą wszechstronne (nie tylko finansowe) analizy. Dochodzimy więc do stanowiska analityka, które „wymyślone” w ATR w Bydgoszczy funkcjonuje obecnie w BU w Poznaniu. Osoba pełniąca tę funkcję zajmuje się analizowaniem różnego rodzaju statystyk w celu wypracowania wskaźników, norm, standardów a w przyszłości również wytycznych dla podejmowania strategicznych i operacyjnych decyzji z zakresu zarządzania finansami, kadrami, rozwojem zasobu, rozliczaniem kosztów usług świadczonych odpłatnie dla użytkowników itd. Zwracali uwagę na pojawienie się tego zagadnienia m.in. I.Mowat i Hermann Havekost. Sądzę, że już niedługo żaden z dyrektorów bibliotek nie powinien działać bez pomocy wykształconego analityka. Dziś w BU analitykiem jest bibliotekoznawca, i być może pozostanie nim w przyszłości dokształcony w zakresie audytu. Tworzone są już studia podyplomowe z tego zakresu, co powinno pomagać w przyszłości w organizowanie tego typu stanowisk pracy w bibliotece.
Obecnie w zarządzaniu finansami pomagają dyrektorowi biblioteki uczelnianej pełnomocnicy kwestora, a biblioteki samodzielne organizacyjnie zatrudniają wyspecjalizowane służby. Rola tych stanowisk będzie się zwiększała tak z uwagi na wielość źródeł finansowania, uczestniczenie w konsorcjach, „składkowe” finansowanie zadań przez różne jednostki (na uczelni np. wydziały czy instytuty) i wynikającą z tego konieczność dokładnego ich rozliczania. W sytuacji gdy coraz większą wagę musimy przywiązywać do pozyskiwania środków, wykazy cenników naszych usług stają się coraz dłuższe, będziemy musieli pomyśleć o wytypowaniu windykatora należności. Kiedy prawnie dopuszczalne dziś opłaty mogą przynieść nawet do kilku procent w skali budżetu, dziwić się należy tym, którzy np. nie ściągają kar za przeterminowane zwroty czy nie zwrócone w terminie książki. W BU w Poznaniu nie ma odwołania od takich sytuacji i obecne pracownice Oddziału Udostępniania w roli windykatorek spisują się znakomicie. 
Oczywiście samodzielne stanowisko windykatora należności to jeszcze przyszłość, ale już dziś mamy duże problemy z zamówieniami publicznymi. Nie dziwi więc to, że powstają stanowiska do obsługi tego zagadnienia. Przy czym są to raczej stanowiska związane z administracją biblioteki, a przygotowanie pracowników na nich zatrudnionych jest w chwili obecnej dość zróżnicowane. Z reguły umiejętność związaną z problematyką przetargów nabywają na kursach i... uczenia się na błędach.
Istnieją w kilku bibliotekach (szczególnie technicznych) stanowiska rzecznika patentowego, specjalisty ds. informacji patentowej. Biblioteki te zbierają jak wiadomo opisy patentowe i normy, choć jak wynika z przeprowadzonych wywiadów, powołanie tych stanowisk akurat w bibliotekach wynikało z przyczyn natury organizacyjnej. Przyjąć jednak można, iż w niedalekiej przyszłości stanowiska te mogą zostać wydzielone także w innych bibliotekach, w których obecnie problematyką tą zajmują się np. pracownicy oddziałów informacji naukowej.
Sporadycznie spotykamy się i z innymi stanowiskami. Mamy więc pracownika obsługi zbiorów w wolnym dostępie (połączenie magazyniera z porządkowym i informatorem w sprawach podstawowych). Istnieją stanowiska ds. ochrony czy pracowników służby porządkowej a więc osób, których zdaniem jest dbanie o bezpieczeństwo i ochronę tak zbiorów, pracowników jak i użytkowników. Te funkcje będą się zapewne rozwijały, ale być może nie na zasadzie etatowych pracowników biblioteki. Pracownik jednej z bibliotek określa swe stanowisko mianem poczmistrza, będąc odpowiedzialnym za funkcjonowanie poczty elektronicznej (zakłada i kasuje konta, walczy z wirusami i spamem, instaluje nowe wersje programu klienta, szkoli, utrzymuje systemowe - wspólne dla środowiska - adresowe listy dystrybucyjne) i nazywa się też sam inaczej administratorem (!) poczty. 
W jednej z bibliotek mamy stanowisko kuratora rysunku architektonicznego (cokolwiek by to znaczyło), pracownika biblioteczno-biurowego dla wykonywania zadań zarówno bibliotekarskich jak i administracyjnych. Kolejna, zlokalizowana w zabytkowym gmachu, ma stanowisko konserwatora zabytków. Wiele zatrudnia konserwatorów książek, jedna renowatorów, w żadnej jeszcze nie spotkałem restauratora choć można je wymiennie używać zapewne z poprzednim. Sądzę jednak, że w tym kierunku w coraz większym stopniu podążymy. Nie wystarczą nam już introligatorzy (w Poznaniu nazywani krótko „oprawcami” a pracujący na stanowiskach bibliotekarzy lub magazynierów) i konserwatorzy (których trudno pozyskać z uwagi na niezadowalające ich nasze siatki płac) lecz stworzymy właśnie pośrednie stanowiska wspomnianych renowatorów – restauratorów 
Nie mamy jeszcze formalnie wydzielonych stanowisk, choć są osoby funkcje te wykonujące: 
- selekcjonera a więc pracownika odpowiadającego za selekcję retrospektywną zbiorów,
- „wielkiego porządkowego”, (w BU w Poznaniu Kierownika Oddziału Kontroli Zasobu), który odpowiada nie tylko za prowadzenie skontrum ale ciągłe porządkowanie ustawienia zbiorów, szukanie zagubień, scalanie rozproszonych ciągów, uzupełnianie braków, właściwą lokalizację materiałów w bibliotekach systemu uczelni, przekazywaniu dubletów do innych bibliotek miasta,
- hoedhunting’a (łowcy głów), odpowiedzialnego za poszukiwanie i ściąganie do biblioteki wysokospecjalizowanych, poszukiwanych pracowników (te zadania wypełniają obecnie głównie szefowie bibliotek),
- specjalistów od outsourcingu, a więc szukania zewnętrznych wykonawców prac – nawet najbardziej typowo – bibliotecznych czy pomocniczych.
Funkcję ostatniego pełnią zapewne obecni dyrektorzy, a praktyka pokazuje że zajęcie to nie jest tak bezsensowne i odległe jakby się to mogło zdawać. Inną rzeczą jest np. przekonanie własnych pracowników czy władz, że takie działanie jest dla biblioteki korzystne. Tu pomocne będzie działanie analityka, które to dwa zajęcia może należy w okresie przejściowym połączyć. Zapewne nie wykształcimy obecnie funkcji integratora, to jest osoby która zajmować się będzie integracją zadań, usług, zasobów organizowanych przez różne biblioteki np. regionu, miasta czy rozbudowanej uczelni. Pozostanie to zapewne umiejętnością przypisywaną dyrektorowi, który i w tym wypadku będzie posługiwał się wynikami różnych analiz. Podobnie będzie zapewne z negocjatorem. Umiejętności negocjacji wyrabiać w sobie będą musieli zarządzający bibliotekami, choć działania negocjatora podejmowane w imieniu większej grupy bibliotek mogą być nadzwyczaj korzystne. Przykłady stanowią już dziś negocjacje prowadzone dla bibliotek Polski przez szefów chociażby ICM w Warszawie czy PFBN w Poznaniu.
Nie mamy jeszcze oficjalnie stanowiska kapelana, choć w wielu bibliotekach szkół wyższych, w których istnieją Wydziały Teologiczne, zatrudnieni są księża, prowadzący dla nas okolicznościowe nabożeństwa czy spotkania np. opłatkowe. 

Cytowany już poprzednio A.Tyws wskazuje na nowe funkcje podejmowane przez wiele bibliotek publicznych. Zalicza do nich licznie tworzone przy bibliotekach muzea, mediateki, profesjonalne galerie, pracownie teatrologiczne, izby pamięci, podejmowanie działań na rzecz społeczności lokalnych i jej promocji, edukacji artystycznej, estetycznej, intelektualnej, animacji amatorskiego ruchu artystycznego i opieki instrukcyjno-metodycznej nad domami kultury w województwie a nawet prowadzenia księgarni czy hurtowni. Księgarnię ma w swej strukturze Biblioteka AE w Krakowie, a były przewodniczący Rady Bibliotecznej w mojej bibliotece namawia nas na to, abyśmy (na wzór amerykański) zlikwidowali wydzielony, wieloegzemplarzowy księgozbiór dydaktyczny podejmując w to miejsce akcję skupu i sprzedaży podręczników wśród studentów. Każda z tych nowych funkcji wymaga stworzenia stanowisk i zatrudnienia pracowników, którzy bynajmniej nie są bibliotekarzami 
Przegląd stanowisk już powołanych w naszych bibliotekach, funkcji już realizowanych czy też stanowisk, których powstanie należy się spodziewać w przyszłości, pobudza do kilku refleksji.
Widać na tych przykładach jak bardzo nasze biblioteki i ich zadania a także stające przed nimi wyzwania zmieniają się i jak staramy się jako zarządzający bibliotekami, za tymi zmianami nadążać. Obserwujemy jak niejako bocznymi drzwiami pojawiają się w bibliotekach pracownicy o nowych specjalnościach i kwalifikacjach, pojawiają się nowe zawody.
Obserwujemy zjawisko, które zapewne będzie się potęgować, tworzenia stanowisk mieszanych, łączących dwie czy kilka funkcji oraz szukania sposobów na realizację tych nowych zadań poprzez wykorzystywanie podmiotów zewnętrznych a nie tworzenie nowych stanowisk w bibliotekach (służby ochrony, służby porządkowe, serwis sprzętu komputerowego, usługi komputerowe [np. tworzenie programów usprawniających pracę, prowadzenie stron www], konserwacja zbiorów, skanowanie, mikrofilmowanie [dla wykorzystania drogiego sprzętu specjalistycznego posiadanego przez zewnętrzne firmy w miejsce kupowania i utrzymywania go samodzielnie].
Widzimy konieczność posiadania przez naszych pracowników czy wyposażenia ich w coraz to nowe umiejętności i sprawności oraz oczekujemy od nich nowego typu otwartości, nowych postaw wobec klientów.
Ponownie należy zapytać czy wszystkie te osoby, pracujące i wykonujące niezbędne w bibliotece i na rzecz biblioteki prace, naprawdę są i muszą być nazywani bibliotekarzami? Dyskusja na ten temat toczy się nie tylko u nas. Zgodzić się zapewne trzeba z uwagami bardziej doświadczonych kolegów, którzy głośno stwierdzają: „...bibliotekarze nie mogą już być dłużej nazywani tylko bibliotekarzami” z uwagi na faktyczne ich zakresy obowiązków i zajęcia jakimi się zajmują. Przypomina to powrót do korzeni, gdy bibliotekarz był jeden a resztę stanowili jego pomocnicy.
Należy ponownie zastanowić się nad przywoływanymi na wstępie propozycjami rozwiązań, zmierzających do określenia kto jest bibliotekarzem, jakie funkcje sprawuje i stanowiska zajmuje; dalej, jakie niezbędny we współczesnej bibliotece specjalista - nie bibliotekarz, a jakie zadania realizować będą pracownicy na stanowiskach pomocniczych.
Musimy spróbować te nowe stanowiska właściwie i jednoznacznie nazwać, umieszczać je w strukturach naszych bibliotek, określać pożądane dla sprawowania tych funkcji kwalifikacje i wymagania w zakresie przygotowania zawodowego oraz wzorce osobowościowe. Należy to czynić także po to, aby właściwe było kształcenie studentów, naszych przyszłych pracowników.

 

 
   
   
 
WSTECZ
 
   

(c)  Miejska Biblioteka Publiczna w Lesznie, 2003 rok, mbpleszno@pro.onet.pl

SKŁAD OSOBOWY REDAKCJI: mgr J. Małgorzata Halec, mgr Aleksandra Stachowiak

WEBMASTER: mgr Krzysztof Adamczak

 

ostatnia aktualizacja 30-05-2004